Gentoo is back !

Taka niezręczna sytuacja wyszła ostatnio na światło dzienne, bo otóż ja – zdecydowany zwolennik systemów operacyjnych z logo pingwina stałem się przez jakiś czas (nie ukrywam, że z lenistwa) użytkownikiem M$. No tak wyszło – ale żeby nie było to informuję, że ostatnie tygodnie bardzo mnie z systemami ze stajni M$ poróżniły.

Praktycznie to ponad 2 lata temu, w okolicach wakacji 2014r na jednym z dysków twardych wylądował Windows 7 Pro. I to nie jakiś zwykły ale w wersji BOX i to z legalnego źródła (czyt. ze sklepu). Była potrzeba – trzeba było działać. Mimo wzlotów i upadków projekt został zamknięty a Win7 niepostrzeżenie stał się podstawowym systemem na mojej domowej stacji. W międzyczasie nawet zdarzyło mi się raz zrobić „darmowy” upgrade do Win10, ale szybko wycofałem się z tego ruchu przywracając poprzednią wersję systemu. No i tak mijały miesiące a Gentoo kręcący się na innym dysku obrastał kurzem. Po tym czasie naprawdę zdążyłem się przyzwyczaić do środowiska i codziennej pracy w Win7 a nawet zakupiłem parę aplikacji, które ułatwiły mi tą pracę.

Taki stan rzeczy może by i pozostał gdyby nie polityka, która ostatnio dość mocno mnie zirytowała. Pisałem we wcześniejszym poście bardzo skrótowo jak to M$ na laptopie zorganizował mi nieplanowane prace serwisowe o dziwnych ruchach z oprogramowaniem nie wspominając. Na Win7 niestety też nie za dobrze się dzieje. Telemetria zagościła się na stale czekać tylko aż zainstaluje się OneDrive i inne magiczne softy.

Wróciłem więc na desktopie do mojego zaniedbanego i opuszczonego Gentoo. System oczywiście sprawny i nawet sprawnie zsynchronizował tysiące maili z kilku skrzynek IMAP. Miało być już tak pięknie, więc

i setki pakietów do aktualizacji

screenshot_20161109_173507

Niestety tu pośpieszyłem się za bardzo i system co prawda wstał bez problemów ale niektóre aplikacje były tak dawno nieaktualizowane, że zmiany w konfiguracjach były ogromne a ja postąpiłem jakby ostatnia aktualizacja była nie dalej niż tydzień temu. Z jednej strony trochę było mi żal systemu, który był stawiany jeszcze ze Stage1 i pamięta 3 poprzednie moje komputery a z drugiej strony niemal 10 letni system prosił się już o nową instalację. No i tak się stało, że pewnego pięknego weekendu moje ulubione distro zostało zainstalowane od nowa.

screenshot_20161106_123902

Z perspektywy czasu trochę się zmieniło. Moje nabyte przyzwyczajenia trochę się na mnie teraz mszczą i pewnie jeszcze przez chwilę będę się musiał ogarnąć. Zakupione pod M$ oprogramowanie SyncBackPro oraz Lightroom wylądowało na Win7 w Virtualbox do momentu aż nie przerzucę się na coś innego. Virtualbox przyda się jeszcze na okoliczność transmisji on-line F1 oraz NetFlix-a bo jak na razie nie mogę sobie z tymi tematami poradzić. Trochę brakuje też nadal jakiegokolwiek sensownego klienta Google Drive.

Na prywatnym notebook-u też nie wróżę długiego życia Win10

UPDATE: Netflix działa poprawnie w przeglądarce Google Chrome i nie potrzeba Silverlight – odtwarzanie odbywa się przy pomocy HTML5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *