Dokąd zmierzasz Endomondo ?

Niestety niebawem żywota dokona aplikacja Endomondo Pro, która pozwalała za jednorazową opłatą pozbyć się reklam z wersji bezpłatnej i uzupełniała ją o kilka innych funkcjonalności. Płakał długo nie będę bo mnie akurat udało się kupić wersję Pro w promocji o ile dobrze pamiętam w cenie 1,99PLN, ale są tacy, którzy zapłacili więcej a teraz czekają co będzie dalej. Endomondo zapewnia, że będzie OK, ale sygnały od pierwszych osób, które już się migrowały nie uspokajają.

Endomondo_Pro_EOLSam co prawda od pewnego czasu nie używałem już Endo bezpośrednio do rejestrowania swoich treningów, tylko jako podgląd dzienników treningowych na tablecie i telefonie. A dlaczego nie używam, lub używam sporadycznie? Powodów jest kilka.

Po pierwsze dokładność. Sama aplikacja generalnie działa dość dobrze, w zasadzie przez 2 lata tylko raz wyleciała w kosmos w czasie treningu. Łapała dość szybko „fixa” ale stabilność odczytów pozycji była taka sobie. Pewnie głównym powodem takiego zachowania są dość marnej jakości odbiornik i antena GPS montowana w znakomitej ilości telefonów i smartfonów, nawet tych lokujących się w klasie premium. Określanie lokalizacji GPS jest dodatkowo wspierane przez pseudo-pozycjonowanie opierające się na danych uzyskanych z baz sieci komórkowych a czasami nawet sieci wifi będących w okolicy. To co skutecznie w przypadku nawigacji drogowej ułatwia i przyśpiesza znalezienie naszej pozycji to w przypadku tego typu zastosowania, gdzie czasami zaczynamy trening w przysłowiowym polu, może powodować odchylenia wpływające na wyniki treningu. Powyższe nie jest winą samego Endo a systemu na którym działa, niezależnie czy to będzie IOS czy Android. Endomondo stara się programowo kompensować takie błędy ale czasami mu się to po prostu nie udaje. Oczywiście można powyłączać dodatkowe wspomaganie, ale mając na uwadze wspomnianą jakość odbiornika GPS może to spowodować wiele komplikacji: na przykład wydłużyć czas złapania „fixa” i wprowadzić dodatkowe błędy w czasie pozycjonowania. W praktyce jeżeli powyższe uzupełni się o średnio działającą auto-pauzę (można ją wyłączyć), która na każdym zatrzymaniu (światła w mieście, zejście z trasy, …) potrafi dodatkowo zgubić nawet kilkadziesiąt metrów. Całościowo różnica pomiędzy realnym przebiegiem mierzonym za pomocą dość precyzyjnie ustawianego przed każdym przejazdem licznika Sigma BC1200, notabene staruszka z 1997r, który uparcie nie chce się zepsuć, a właśnie Endomondo wynosiła czasami 4km na 100km przejazdu. Teraz przebieg treningu rejestruję w inny sposób, ale o tym napiszę w późniejszym wpisie.

Po drugie. Piętą achillesową dzisiejszych nawet super-smartfonów jest bateria. O ile na krótką wycieczkę czy wybieganie bateria wystarczy to wybierając się na dłuższy wypad bez dodatkowych źródeł zasilania nie ma co się ruszać. Jeżeli macie ochotę od czasu do czasu zerkać na ekran i mapę to czas pracy na baterii zaczyna być naprawdę problemem. Mi udawało się w niemal idealnych warunkach ( wyłączony wyświetlacz, nikt nie dzwonił) wyciągać na HTC One M7 około 6 godzin ciągłego rejestrowania. Na iPhone 5s max to 5,5 godziny, ale telefon potrafił znacznie się rozgrzewać. Podane czasy są wyłącznie orientacyjne i u Was mogą być inne bo zależą od wielu czynników.

Po trzecie. Samo Endo używałem do rejestrowania i jako narzędzia w rodzaju dzienniczka treningów i wyłącznie w tym celu. O ile wizualizacja oszczędzonego paliwa nie przeszkadza a nawet jest pro-ekologiczna, o tyle ilość spalonych hamburgerów śmieszy mnie do teraz. A dlaczego nie dać opcji wyboru, na przykład hot-dogi, pączki na wielki czwartek, frytki, … . Całość uzupełniona jeszcze o niezwykle ważne życiowo wskaźniki ile zostało nam do Księżyca (dlaczego nie do Marsa – może bardzie trendy) czy ilość okrążeń Ziemi.

No i finalnie rywalizacje, które w założeniu powinny motywować, mnie wkurzały i powodowały, że nie uczestniczyłem w wielu (generalnie tylko w charytatywnych mi się zdarzało). Jak widziałem, że godzinę po starcie rywalizacji pierwsze miejsca były zajęte przez „sportowców”, którzy potrafili w czasie tej godziny zaliczyć setki a nawet tysiące kilometrów. Kolejne miejsca zajmowane przez właścicieli skuterów a następnie profesjonaliści i my.

A teraz żegnamy wersję Endomondo Pro i zostajemy z wyborem wersji free – patrząc na pierwsze wpisy w komentarzach bloga Endomondo – prawdopodobnie z reklamami, albo abonament Premium na dużo statystyk i obsługę czujników tętna. W chwili obecnej jestem tylko straszony koniecznością przejścia na wersję bezpłatną. Co dalej? zobaczymy, ale ja już sobie pościągałem wszystkie zapisy ścieżek na dysk lokalny komputera.